Nordic Walking. Wiślankowe spacery z kijkami

Wpisy

  • wtorek, 07 stycznia 2014
    • Zapraszam na nowy blog nordikowy nordicwalkergdansk

      Witajcie Kochani! 

      Moja przeprowadzka dobiegła końca. Mieszkam znów w rodzinnym Gdańsku. Dokończyłam przenosiny "w realu", zakończyłam też remont - czas więc dokończyć też porządki w internecie ;) Jako, że już nie maszeruję w Toruniu - nie będę kontynuować Wiślankowych spacerów...

      Obecnie szukam nowych dobrych tras wokół mego miejsca zamieszkania, w Gdańsku, odwiedzam stare trasy (np. Otomin), maszeruję czasem nad Bałtykiem. Nadal staram się nie marudzić i być aktywną "przy każdej pogodzie". Często, codziennie w sumie?,  jeżdżę rowerem (jako środek komunikacji), i mam zamiar wrócić do regularnego Nordiku. Niestety w Trójmieście nie jest to tak łatwe, jak było w Toruniu, na Bielenach, z lasem pod bokiem i pieknymi, szutrowymi trasami na Barbarkę...No, ale nie marudzę, po prostu doceniam Toruń - tym razem z sentymentem, jak blisko było do lasu. 

      Opisy marszów Nordic Walking będę kontynuować na nowym blogu:

      nordicwalkergdansk

      Jak nazwa wskazuje - z mojej początkowej strawy wegetariańskiej zdecydowałam się na wegańską. Chciałabym też swoim przykładem wspierać rozpowszechnianie się wiedzy na temat kuchni 100% roślinnej.  We współczesnym świecie dobrze zbilansowana kuchnia 100% roślinna jest zdrowa i bezpieczna również dla osób chcących  uprawiać sport czy to rekreacyjnie czy też wyczynowo. W każdym razie ja czuję się świetnie, jestem honorowym krwiodawcą, schudłam w sumie z 25 kg, trenując i odżywiając się zdrowo. Teraz czasami niektóre osoby mnie nie poznają, tak odzyskałam witalność i energię, że jestem "nie do poznania" ;) (Gdy tak się dzieję, często muszę odpowiadać na pytania jak to osiągnęłam, stąd też te blogi troszkę są na ten temat).

      Prowadzę też bloga veganfotoku na którym umieszczam to co gotuję, te codzienne, te treningowe, rodzinne dania itd. A głównie też cieszę się z nabytego super-blendera Vitamix pisząc o wspaniałych dobrodziejstwach koktaili, które podbijają nie tylko blogi internetowe - ale po prostu domy i zmieniają codzienne przyzwyczajenia. No to tyle, słowem wytłumaczenia się ze zmian.

      Mam nadzieję, że do zobaczenia na trasach nordiku, rajdach a może i na zawodach Nordic Walking :) !

      Pozdrawiam Wszystkich serdecznie! 

      zou

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      zou_woodwalker
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 stycznia 2014 16:23
  • poniedziałek, 07 października 2013
    • Po jeszcze dłuższej nieobecności...

      Witajcie! 

      Już rok minął, jak mieszkam w Gdańsku, a dopiero 3 razy miałam kijki w dłoniach podczas marszu.

      Nadchodzi czas powrotu do treningów, jesień to moja ulubiona pora na marsze. 

      Ostatnio byłam z przyjaciółką nad morzem - pierwszy raz od tylu! miesięcy znalazłam czas! No ale Luuudzie! To jest TO! W Toruniu nigdy tak nie wiało, ani nie ma takich kolorów- gradowe niebo, biała piana na Bałtyku i zielone jeszcze wydmy! Drugi raz w życiu szłam z kijkami brzegiem morza. Było fajnie, bo aż tak nie wiało, by kije się wplątywały pod nogi. W piątek też idziemy! A ostatnio znów zrobiłyśmy kawał wokół Otomina. Piękny ten Gdańsk, chociaż czasem mi przychodzi na myśl Toruń, że tam spokojniej, wszystko blisko, do lasu też 10 minut od domu...No ale tutaj więcej bezludnych miejsc jesienią i zimą. Ciągle jeżdżę za to rowerem, codziennie, załatwiam różne sprawy, zakupy itd. Planuję codzienne przejażdżki o świcie, no ale na razie jeszcze mam tyle spraw, że na to nie mam czasu. Ale pomału się przejaśnia i ten czas się znajdzie. No i na tyle wróciło mi zdrowie i energia (bo jem od 2 lat wegańsko), że zrealizuję w końcu swój zamiar o morsowaniu. W Toruniu mogłam tylko robić na działce "anioła" na śniegu, albo stawałam sobie co wieczór na balkonie na śniegu chwilę na bosaka, za to po wskoczeniu do łożka zaraz w stopy robiło się gorąco. Jednak tutaj ani działki ani balkonu więc planuję kąpiele wmorzu. Siostra już zapowiedziała, że mi popilnuje ubrania :) Fajnie mam co nie? Buziaki  Siostra :)

      No i może założę nowego bloga, już w Trójmieście,  ale to za jakiś czas.

      Na razie pozdrawiam bardzo mocno! 

      zou 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Po jeszcze dłuższej nieobecności...”
      Tagi:
      Autor(ka):
      zou_woodwalker
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 07 października 2013 12:47
  • sobota, 29 września 2012
    • Witajcie ! Po długiej nieobecności...

      Po długiej nieobecności spieszę donieść, że pomału planuję powrót do regularnego nordikowania. 

      Już kilka razy tak planowałam, raz chodziłam, raz nie, raz chodziłam a nie pisałam itd...Ale do rzeczy -  nareszcie, ku mej radości zaraziłam pasją do nordiku kogoś z bliskich znajomych tj. przyjaciółkę z dawnych lat szkolnych, a jako, że w przyszłym roku wracam do Trójmiasta po 16 latach w Toruniu, to odnowiłam kontakty i wybrałyśmy się na nordik -plotking do Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Przez ostatnie dwa lata schudłam 20 kg!, ale dawno nie chodziłam na kijach. Kochani - naprawdę byłam zadziwiona, że przeszłyśmy lasem te ponad 20km! Nawet nie miałam dobrych butów, tylko zwykłe sandały, bo myślałam, zę idziemy tak ot, na próbę, na godzinkę, pokazać o co chodzi (a jakże - poszło!) ani wody, tylko jabłuszka miałyśmy i gruszki. Słowem napić można się na Matemblewie, ze źródełka... Tedy naprawdę byłam zadziwiona, że sama zniżona moja waga tak radykalnie poprawia możliwości dystansowe...Fakt - szłyśmy lasem, było nieupalnie, do tego rozmowa wartko szła...Ale też trzeba dodać, że Gosia - nowa adeptka :) - ma prawdziwy talent do nordiku! Załapała chód i ręce w 2 minuty...i chyba chwyciło na zawsze! :::))) Bo za drugim razem, zamiast do lasu, to zawędrowałyśmy najpierw z kijami do sklepu po... kartę pamięci do telefonu komórkowego, aby już działała aplikacja nowozainstalowana pomiarowa-sportowa w Jej komórce. To chyba bakcyl, jak myślicie? haha! Przydały się pożyczone kije, z którymi chodzę z Babcią i te dla reszty rodziny na wypróbowanie. Nawet mówiła, że była też z Mężem na nordiku, potem! No, ale to od zawsze Sportowi Ludzie, to nie dziwota :)!

      Jak pisałam, mi niestety w naszym rekordzie w TPK padła bateria...No ale teraz używam głównie Nokia Sports Trackera, i czasem Endomondo (Dzięki Maćku za opis na Twoim blogu, poprawności działania Endo w ostatnich miesiącach! Ekstra!). 

      Co tam jeszcze, ano - rzeczywiście nowe miejsca na nowo rozbudzają głód nordikowania... Gdańsk jest piękny, lasy - rezerwat - wymarzone do takich wypadów, kondycja poprawiona, zatem jest już sens do Parku Krajobrazowego się wyprawiać...

      Poza tym, w tym miesiącu jednak u mnie oprócz tych kilku towarzyskich wypadów na kijki, dominuje rower! Przejechałam we wrześniu już ponad 300km - z Gdańska na Zaspę co rano i co wieczór...I się nazbierało. 

      Strasznie się cieszę na odwiedzane "starych kątów", w końcu urodziłam się w Gdańsku i połowę życia tutaj mieszkałam. Czeka Wyspa Sobieszewska, Westerplatte opisane na blogu przez Mariusza jako fajna trasa! Dzięki! Kusi trasa na Orunię, ta za kopcem Gertrudy, za Olszynką...No i budują fajną drogę rowerową aż do Pruszcza! 

      Tyle! Pozdrawiam Was serdecznie i życzę jak najpiękniejszej jesieni na nordik!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Witajcie ! Po długiej nieobecności...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zou_woodwalker
      Czas publikacji:
      sobota, 29 września 2012 11:07
  • piątek, 28 września 2012
  • piątek, 09 marca 2012
    • Głodówka dodająca energii wg Małachowa - 48 godzinna

      Od środy od godziny 10.00 do dziś, piatek rano  - odbyłam głodówkę, opartą na wodzie, wg wskazówek Małachowa. Ksiązki dostępne sa m.in. w Empiku.  Była to moja druga sensowna i odpowiedzialnie przeprowadzona głodówka, pierwszą robiłam kilka miesięcy temu, około 30 godzinną. 

      Obecnie wykonałam głodówkę 50 godzinną.  Taki przednówek to świetny czas na odnowę. Czuję się napełniona spokojną energią, umysł mam jasny i pogodniejsze po niej nastawienie. Podczas głódówki są przypływy i odpływy energii - u mnie zaowocowało to sprzątaniem, rozmrażaniem lodówki, skoro i tak opustoszała ;). Głodówka 24- 36- 48 godzinna głównie pozbawia organizm złogów zalegającej w tkankach wody, śluzu, pozwala nieco odciążyć układ trawienny, skurczyć żołądek do naturalnej jego pojemności. Byłam na spokojnych, krótkich spacerach, bez kijów. Fizycznie czuję się lżejsza o 1 kg, ale głódówka nie ma odchudzać tylko poprawić energię, a kolejne posiłki, zdrowe, naturalne mają pomóc w odbudowaniu zdrowszych tkanek.

      Głodówki będę powtarzać w systemie co 2 tygodnie 24 - 36 godzinne, lub raz w miesiącu 48-50 godzinną. Po nauczeniu się reakcji swojego organizmu na wychodzenie z głodówki, które jest integralną częścia tego procesu i powinno trwać tyle ile trwało samo głodowanie i odbywać się wg pewnych reguł: rozpoczynać się wypieciem surowego soku z marchewki, następnie po jakimś czasie, dokładnym przeżuciu tarkowanej marchwi z kapustą (ok 100g), następnie spożyciu weglowodanów np. kaszy pęczak lub owsianki na ciepło. Następnie wprowadza się owoce, i zboża i tak przez tyle czasu ile trwała głodówka. Następnie można zacząć odżywiać się po prostu zdrowo, bez smażonego, słonego, słodkiego... 

      Poznaję swj organizm i dobrze się z tym czuję. Mam zdrowy apetyt na wartościowe posiłki- szejki z pomarańczy, banana, imbiru i jogurtu, na kaszę gryczana z kapustą kiszoną, czarny chleb z miodem itd. Nie pomyślałam tym razem nawet o pizzy, białym chlebie, frytkach itd. Organizm odnawia w sobie intuicję co do tego co mu służy i co jest pełnowartościowym odżywianiem i wspaniale czuje smaki...

      A przypływ energii jest niesamowity! 

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zou_woodwalker
      Czas publikacji:
      piątek, 09 marca 2012 12:13
  • poniedziałek, 05 marca 2012
    • Po - bud - ka! Nigdy nie jest za późno! :::))))

      Dla Tych, co przetrwali w tym roku zimę w domu i zakutali się a teraz dotkliwie znoszą konsekwencje: są zmęczeni, znużeni, bez energii i zpuszczeni i brak wiary, że dotrwa się do wiosny ogłaszam dobrą nowinę. TERAZ jest własnie TEN moment, że jeszcze na regenerację nie jest za późno, aby w wiosnę wkroczyć z energią i nie ładować akumulatorów dopiero latem! 

      Idźmy wieczorem na spacer, zwykły spacer naokoło bloku nawet. Na chwilę. Jak ktoś musi to nawet...na papierosa. Ale byle na dwór.  Na 5 minut pod klatkę. Jutro na 10 albo 20. Najgorsze jest podejmowanie decyzji, że wychodzimy. Jak już się wyjdzie i pójdzie, to człowiek wraca odprężony i myśli sobie "Czemu ja tego częściej nie robię? - i drapie się w ten durny łeb.". Lecz już następnego dnia znów zmaga się ze sobą wyjść czy nie wyjść. Więc namawiam, dopinguję, orenduję - nie myślmy and tym. RÓBMY TO. Umysł nie jest tu naszym przyjacielem!  Po prostu niech to będzie nasz wiosenny nawyk. Już po kilku dnaich zaczniemy tego potrzebować, organizm zacznie się domagać i żle czuć bez codziennego spaceru, a wtedy można znów dopuścić umysł do współdziałania. Ba, wtedy nawet nam się znów przyda, - może pomoże dobrać nowe buty sportowe? Może zaprowadzi nas do lumpeksu po bluzę polarową? (jak się zrobi 8-12 C, to w kurtkach będzie nam na spacerze za gorąco...) . No- wizualizacje, marzenia, motywacje - a tu trzeba wyjść a nie tylko bloga, więc - ja idę. Zrobcie to samo. :) Nawet 5 minut pod domem, naokoło bloku, popatrzeć wieczorem w niebo. Działa. A jak sie śpi potem miło...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Po - bud - ka! Nigdy nie jest za późno! :::))))”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      zou_woodwalker
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 marca 2012 11:14
  • sobota, 03 marca 2012

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny